Nie wiem, jak u Was, ale dla mnie Nemesis żyje głównie z komizmu i dramaturgii sytuacji. Wczorajsza partia szła mi świetnie – oba cele zrealizowane, żeby na końcu przy ostatnich trzech rzutach kośćmi zginąć. Było mnóstwo śmiesznych i ekscytujących momentów, ale to szczęście do kości psuje mi frajdę, za każdym razem.
Nawet jeśli to nie wypada. U nas obowiązuje domowa zasada, że w walce zawsze rzucamy dwoma kośćmi i wybieramy jeden wynik. To małe uproszczenie, ale dzięki niemu jest mniej frustracji.
Oj, to już naprawdę passé, ech. Jeśli tak macie więcej frajdy, to nieważne, co mówią inni. Dla mnie osobiście gra byłaby o wiele lepsza, gdyby kosmici mieli stałe punkty życia, a Królowa mogłaby być obsługiwana właśnie tą mechaniką kart.
Nie jestem fanem stałych punktów życia. Dlaczego każdy Xeno miałby mieć tyle samo HP? I po co mi z góry wiedzieć, że Xeno padnie po trzech strzałach czy trafieniach?
Dla mnie właśnie ta niepewność jest w porządku.
Dla mnie to też nie jest tylko kwestia rzutu kostką. Testy na hałas można ograniczyć, poruszając się ostrożnie. Walki da się uniknąć albo spróbować uzbroić się po zęby. Ale nawet to nie uchroni nas przed naprawdę paskudnymi wydarzeniami albo sytuacją, w której faza rozprzestrzeniania kseno zmusza nas do testu na hałas...
To właśnie sprawia, że gra jest taka ekscytująca – śmierć czai się za każdym rogiem, nigdy nie ma się pewności i trzeba zawsze liczyć się z najgorszym. To dla mnie główna atrakcja. Nawet po przegranej ta gra daje poczucie świetnej przygodowej historii i po prostu sprawia frajdę :)
ID posta: #1565 — Podaj ten ID w przypadku pytań lub próśb o usunięcie.
Ustawienia powiadomień
Chcesz wiedzieć, co dzieje się w społeczności? Sam wybierz, o czym chcesz być powiadamiany - nowe posty, komentarze lub serduszka pod Twoimi postami.
Przejdź do swojego profilu → Ustawienia, aby dostosować powiadomienia.
Ustawienia plików cookie
Używamy plików cookie i lokalnie przechowywanych ustawień. Niezbędne pliki cookie zapewniają działanie strony; Google Analytics jest używany tylko za Twoją zgodą (anonimowo). Ponadto Cloudflare Web Analytics liczy wyświetlenia stron bez plików cookie. Szczegóły i wycofanie zgody: Polityka prywatności
Niezbędne
Sesja, język i komunikaty wyświetlane — bez nich strona nie może działać.
Zawsze aktywne
Statystyki
Anonimowe statystyki odwiedzin (Google Analytics, z anonimizacją IP, bez personalizacji reklam).
🇩🇪 Oryginał: niemiecki
Tak, kości też mi czasem psują zabawę, ale mimo to uwielbiam tę grę. Może to taka miłość z nienawiścią 😅
🇩🇪 Oryginał: niemiecki
Nawet jeśli to nie wypada. U nas obowiązuje domowa zasada, że w walce zawsze rzucamy dwoma kośćmi i wybieramy jeden wynik. To małe uproszczenie, ale dzięki niemu jest mniej frustracji.
🇩🇪 Oryginał: niemiecki
Oj, to już naprawdę passé, ech. Jeśli tak macie więcej frajdy, to nieważne, co mówią inni. Dla mnie osobiście gra byłaby o wiele lepsza, gdyby kosmici mieli stałe punkty życia, a Królowa mogłaby być obsługiwana właśnie tą mechaniką kart.
🇩🇪 Oryginał: niemiecki
Nie jestem fanem stałych punktów życia. Dlaczego każdy Xeno miałby mieć tyle samo HP? I po co mi z góry wiedzieć, że Xeno padnie po trzech strzałach czy trafieniach? Dla mnie właśnie ta niepewność jest w porządku.
🇩🇪 Oryginał: niemiecki
Dla mnie to też nie jest tylko kwestia rzutu kostką. Testy na hałas można ograniczyć, poruszając się ostrożnie. Walki da się uniknąć albo spróbować uzbroić się po zęby. Ale nawet to nie uchroni nas przed naprawdę paskudnymi wydarzeniami albo sytuacją, w której faza rozprzestrzeniania kseno zmusza nas do testu na hałas... To właśnie sprawia, że gra jest taka ekscytująca – śmierć czai się za każdym rogiem, nigdy nie ma się pewności i trzeba zawsze liczyć się z najgorszym. To dla mnie główna atrakcja. Nawet po przegranej ta gra daje poczucie świetnej przygodowej historii i po prostu sprawia frajdę :)